Za Tęczowym Mostem
* * *
Benio Filozof[*]
Benio to przesympatyczna świnka morska o czarnych jak węgielki oczach i brązowo-czarnym, lekko „potarmoszonym” futerku. Mieszka z nami od kilku miesięcy, z czego bardzo się zresztą cieszymy, a dostała się do naszej rodziny zupełnie nieplanowanie. A było to tak:
Pewnego dnia, będąc u weterynarza z naszym psem, znalazłyśmy na tablicy ogłoszeń kartkę, na której zamieszczono krótką historię trzech świnek morskich. Do opisu dołączono zdjęcie – przedstawiono na nim trzy małe, wystraszone, kosmate zwierzątka, które wraz z klatkami czekały na nowego właściciela. Okazało się, że dotychczasowa opiekunka futrzaków nie mogła się dłużej nimi zajmować – jej nowo narodzony wnuczek cierpiał na alergię. Los świnek morskich stanął pod znakiem zapytania. Bardzo martwiłyśmy się, że – w razie, gdyby nie znalazł się nikt chętny do opieki – świnki zostaną po prostu uśpione!
Tak się akurat złożyło, że znałyśmy jedną dziewczynkę, o której wiedziałyśmy, że od dawna marzy o posiadaniu własnej świnki. Skontaktowałyśmy się z nią i zapytałyśmy, czy byłaby zainteresowana przyjęciem do domu nowego lokatora. Gosia – bo tak nazywa się nasza koleżanka – bardzo się ucieszyła na tę wiadomość. Zadzwoniłyśmy więc na numer telefonu podany pod zdjęciem, by dowiedzieć się czegoś więcej o zwierzakach i umówić na spotkanie z ich właścicielką. Z krótkiej rozmowy przez telefon zdążyłyśmy się dowiedzieć, że zwierzątka miały dotychczas aż trzech właścicieli!!! Zrobiło się nam przykro - pomyślałyśmy, że pewnie nie jest wcale przyjemnie przyzwyczajać się do wciąż nowych miejsc i wciąż nowych opiekunów, nawet, jeśli się jest tylko małym gryzoniem o jeszcze mniejszym rozumku!!!
Nie tracąc czasu, już następnego dnia wybrałyśmy się razem z panią Justyną z „Przytuliska” Gosią, po świnki. Dwie z nich znalazły już szczęśliwie dom – siostra Gosi również zdecydowała się przygarnąć jednego z małych włochaczy. Trzecia świnka wciąż jednak nie miała nowego opiekuna, ale miałyśmy nadzieję, że wkrótce uda nam się znaleźć dla niej jakiś ciepły kącik…
Pani, u której mieszkały świnki była bardzo miłą osobą i – szczerze mówiąc – nie chętnie rozstawała się ze swoimi pupilami, tłumaczyła się, że nie ma innego wyjścia… Po chwili rozmowy, niepocieszona właścicielka zwierzątek zaprowadziła nas do kuchni, gdzie ujrzałyśmy klatki z zabawnymi świnkami - każda z nich inna, ale wszystkie lekko rozczochrane, siedziały zbite w kąciku, przytulając się jedna do drugiej… Poczułyśmy wzruszenie i wielką odpowiedzialność, za te małe, bezbronne stworzenia…
Jak wspominałyśmy na początku, jedna ze świnek wciąż nie miało nowego domu. Miałyśmy jednak w zanadrzu pewien plan - zapytałyśmy wcześniej naszą mamę, czy mogłybyśmy przygarnąć zwierzątko na czas za nim – poprzez ogłoszenia - załatwimy mu adopcję. Mama zgodziła się. „Ale nie na długo”- powtarzała. Kiedy przyniosłyśmy świnkę do domu, przyjrzałyśmy się jej starannie. Okazało się, że nasz podopieczny był bardzo zaniedbany. Musiał mieć długo nieobcinane pazurki, które skręciły się w małe spiralki, brudne uszka i poranione, zaropiałe łapki. Był trochę wychudzony. Przede wszystkim jednak zwierzątko okazało się bardzo zalęknione i nieufne, co nie pasowało do opisu zachowania się świnek. Czytałyśmy w Internecie, że świnki morskie to wyjątkowo zabawne, pocieszne, inteligentne zwierzątka, które z radosnym piskiem witają mieszkańców domu i potrafią za nimi chodzić (a wręcz „galopować”) po mieszkaniu jak pies. Nasza świnka była jednak inna, nie taka jak opisują w książkach czy choćby w Internecie. Może dlatego, że jest już trochę stara, a poza tym - po przejściach...
Minęły dwa tygodnie, a zwierzątko wciąż nie miało nowego właściciela. Mama nie była za bardzo przekonana, co do nowego gościa, który – jak mówiła – kojarzył się jej ze szczurem. Z czasem jednak osobisty urok zwierzątka zaczął działać nawet na nią. Pewnego dnia zastanawiałyśmy się wspólnie, jak mogłaby nazywać się taka świnka. Takie małe coś z oczami jak węgielek i białą smużką na nosku
Pasowało Benio. Beńcio. Benek.Benisław.
Benio wraz ze swym nowym imieniem znalazł również nowy dom. Jest to nasz dom, w którym zostanie na zawsze, do końca swoich dni. Trudno jednak, żeby stało się inaczej – no, bo jeśli komuś nadajemy imię, to znaczy, że staje się on trochę jakby nasz, że jesteśmy za niego odpowiedzialni…
/wkradł się błąd, na obrazku (w dolnym rogu) zamiast Benio, pisze Munio/
* * *
Munio - muminek o małym rozumku...[*]
Munio to niezwykła świnka morska. Choć może inni będą w niej widzieli po prostu ładnego gryzonia, dla nas jest on jedyny w swoim rodzaju . Muniek trafił do nas z przytuliska, jednak jest to o wiele bardziej skomplikowane niż może Wam się to wydawać. Przeczytajcie jego historię i sami zobaczcie ile on już przeżył! Jako mała urocza świnka cieszył się dużą oglądalnością w sklepie zoologicznym. Jednak z niewiadomego powodu nie chciał się sprzedawać. Aż pewnego dnia wydawałoby się że dla troszkę już staszego gryzonia los się uśmiechnął! Został kupiony jako kolega do towarzystwa drugiej świnki. Po kilku jednak dniach właściciele oddali z powrotem świnke tłumacząc że jest agresywny dla ich pupila. I tak Munio tkwił w klatce w sklepie. Aż pewnego dnia znów klient wszedł do zoologicznego i od razu postanowił go kupić. Jednak Muńcio po raz drugi został zwrócony do sklepu z tego samego powodu! Czy Muminek naprawdę nie jest tolerancyjny? Nie! Dla niego to był po prostu stres i szok, że domek musi dzielić z innym gryzoniem. Taka historia powtórzyła się jeszcze raz. Los uśmiechnął się do Muńka wraz z przybyciem do sklepu pani Justyny, właścicielki przytuliska dla zwierząt. Znana z dobrego, a nawet z bardzo dobrego serca pani Justyna wyszła ze świnką w ramionach. Przygarnęła go, a raczej kupiła, choć nie bardzo już miała warunki na kolejne zwierzę. Był u niej bardzo szczęsliwy, ale troche zestresowany z powodu kotów. My wtym czasie straciłyśmy naszą ukochaną Busię ( chomik syryski ) i zdecydowane byłyśmy przygarnąć Krecika, świnkę krótkowłosą, jedengo z podopiecznego pani Justyny. Wiedziałyśmy już wtedy o Muniu. Pani Justyna jedak powiedziała nam ,że jest trochę agresywny i ,że dosyć mocno gryzie. Ale to spowodowane było zbyt dużą ilością kotów. To go zdecydowanie przerażało. Postanowiłyśmy wziąśc go na jeden dzień. I jak się okazało z dala od kotów był potulnym barankiem! Od tej pory jest z nami! przybył do nas dokładnie 14 lutego w Walentynki.
Od tego dnia minął ponad rok. Teraz Muniek cieszy się życiem. Jest wielkiem żarłokiem, a zaraz wielkim grubaskiem! Jednak młody Muniek nie chce zrobić nawet najmniejszego kroczku gdy go puszczamy na podłogę? Dlaczego? W klatce jest żywą i energiczą świnką. Piszcie jeśli znacie przyczynę dla której Muńcio nie chce chodzić.
Oraz chomiki (Busia, Lusia, Ali. Rudi).